wtorek, 10 maja 2011

Książki

Ostatnio książki nas nie opuszczają. Właściwie, to tak chodzą gdzieś koło nas. Wszystko zaczęło się od tego, że pożyczyłem dla Moniki pierwszy tom opowiadań z Sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. W zasadzie już potem poleciało szybko. Monika wchłonęła sagę (to właśnie słowo jest najlepsze), po czym już właściwie z rozpędu poleciały 2 tomy sagi husyckiej Sapkowskiego (Narrenturm i Boży Bojownicy; 3 tomu na razie nie mamy). Ostatnimi zaś czasy wygrałem w RMF Classic książkę. Miała to być 'Apsara' czy coś takiego. Jakież było nasze zdziwienie, gdy wczoraj listonosz przynosi paczkę, a w niej 4 książki. Apsary tam nie było, ale za to 4 naprawdę godne pozycje... Więc tylko siąść i czytać.

Nie ma czegoś takiego, jak za dużo książek

http://www.haroldsplanet.com/daily/images/1914.jpg

Zdjęcia ze wspaniałego wesela Ani i Karola

Nasze:
https://picasaweb.google.com/lhapka/SlubAniIKarola#

Roberta:
https://picasaweb.google.com/zmudarobert/SlubWeseleAniIKarola#

czwartek, 5 maja 2011

Tier auf Tier / Animal upon animal / Zwierzak na zwierzaku

Nowa recenzja starej gry (obecna oczywiście w naszej kolekcji)

środa, 27 kwietnia 2011

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Frankowe filmy

niedziela, 3 kwietnia 2011

cd. długiego tygodnia:)

Na szczęście okazało się, że kaszel, podwyższone tętno i jakieś duszności wynikają z tajemniczo ukrytego stresu. Wyszłam ze szpitala i wszystko wróciło do normy...
Mam tylko jedno trudne zadanie... leżeć... Jak człowiek normalnie nie umie takich rzeczy robić, to jak trzeba też mu nie wychodzą... więc najlepszym miejscem na leżenie był szpital, ale teraz się przynajmniej staram. Mam nadzieje, że wytrzymamy jeszcze miesiąc razem - może Marija jeszcze nie będzie chciała się zapoznawać ze światem :) przed świętami. Na wszelki wypadek torbę jednak spakuje jutro już... żeby nie było niespodzianek.
Dzięki wszystkim, którzy wspierali chłopaków w ostatnim długim tygodniu. Jeszcze jeden taki ich czeka, jak już się nasze Dziecię urodzi. Mam nadzieje, że też wtedy będą mieli tak dobrych pomocników /wcale się nie podlizujemy/.
Jedno jest pewne, w szpitalu sobie odpoczęłam dużo. Przeczytałam 1,5 toma trylogii husyckiej i poznałam kilka fajnych osób i duuuużo ciekawych przypadków chorobowych wśród kobiet... i posłuchałam sobie troszkę dobrej muzyki. //Polecam Leniwego diabła i kilka innych kawałków Kuby Badacha.
Ale stęskniłam się za chłopakami to fakt... :D:D:D:D:D

Długi tydzień

Monika po wielu długich dniach wróciła do domu.
USG zdiagnozowało dysproporcję w rozwoju u naszej Marysi. Główka rozwija się normalnie, za to reszta niestety trochę za wolno. W szpitalu lekarze niestety się nie wykazali. Zaczynając od zupełnego braku informacji o stanie zdrowia Moniki, kończąc na lekceważeniu kilku zdaje się ważnych objawów jak podwyższone tętno...
No cóż... Mimo wszystko zdaje się, że wszystko zmierza ku dobremu. Monika ma mieć jeszcze jedno USG i na nim zobaczymy, jak to wszystko wygląda.
Przez ten czas (jakiś tydzień) staraliśmy się z Frankiem jakoś przeżyć. Pomagało nam wiele przyjaznych osób: kasai, ciotkateodozja, teletombik, moi rodzice... Dobry to był i trudny zarazem czas. Myślę także, że jednak potrzebny. Trud i ból, no i smutek jeśli na nim się nie zatrzymujemy, zaprowadzi do lepszych rzeczy.
Franek teraz trochę choruje. Ale też miejmy nadzieję, że niedługo się to skończy. Wracając do szpitala, to Monika wyszła z niego z jakimś wstrętnym kaszlem. Też już powoli dochodzi do siebie. Ja w zasadzie od czwartku też trochę cierpię, bo przewiałem sobie kawałek pleców i też miałem jakąś tam infekcję gardłowo-nosową. Żyjemy...
Z miłych akcentów: dzisiaj zjedliśmy obiad, byliśmy na mszy, obejrzeliśmy Złomka... Same dobre rzeczy. Markowie nas odwiedzili. A we wtorek oczekujemy na Karolów.

Sigur ros: